Gildia magów – Trudi Canavan [Recenzja]

Gildia magów, pierwszy tom Trylogii Czarnego Maga to debiutancka powieść Trudi Canavan. Ma to swoje konsekwencje. Widać w niej mnóstwo niedoróbek i słaby warsztat (ale o tym za chwilę). Postanowiłem sięgnąć po tę książkę, ponieważ słyszałem dużo dobrego o autorce i jej twórczości. Poza tym miałem ochotę na przeczytanie czegoś lekkiego pomiędzy lekturami szkolnymi – pod tym względem z pewnością się nie zawiodłem.

Rokrocznie na ulice Imardinu – stolicy państwa Kyralii, wkraczają magowie z tytułowej Gildii, by oczyścić przestrzeń miejską z zamieszkującego go motłochu. Gdy żebracy, złodzieje i szubrawcy uciekają w popłochu, mała dziewczyna wściekła na magów za parszywe potraktowanie jej rodziny i przyjaciół, rzuca w ich stronę kamień. Ku zaskoczeniu magów i dziewczyny, pocisk rozświetla magiczna energia, która pozwala mu przebić się przez barierę i ranić jednego z magów. Sonea zaskoczona swoimi umiejętnościami ucieka przed magami.

I tylko to robi przez pierwsze 200 stron. Poza okazjonalnymi rozmowami ze swoim przyjacielem Cerym i opiekunem Farenem przenosi się wciąż do kolejnych kryjówek. Przy pierwszej ucieczce czułem napięcie i zaciekawienie. Podczas drugiej już tylko podenerwowanie. Każda kolejna tylko pogłębiała moje sfrustrowanie i pogłębiającą się nudę. Pierwszych 200 stron mogłoby równie dobrze nie być. Sytuację ratuje wątek magów, który notabene jest o wiele ciekawszy niż historia Sonei.

Zaletą książki jest ciekawy świat wraz z jego historią – pomimo tego, że jest mocno sztampowy, został interesująco przedstawiony przez autorkę. Niestety, jak to bywa z pierwszymi częściami serii książkowych, Gildia magów jest tylko wstępem do dłuższej historii. Ma ledwo nakreślony światem wraz z jego zasadami. A skoro już mowa o zasadach, to system magii jest dosyć tajemniczy i chaotyczny. Bohaterowie niby potrafią posługiwać się magią, ale nie wykorzystują tego wtedy, gdy jest to najlepsze rozwiązanie w danej sytuacji. Wolą za to lewitować pod sufitem, bo autorka nie ma pomysłu na przedstawienie magii jako narzędzia przydatnego w codziennym życiu.

Główna postać jest ciekawa na tyle, bym kibicował jej podczas przygód, ale nie aż tak, bym szczerze ją polubił. Mam nadzieję, że w kolejnej części autorka zdecyduje się na szersze pokazanie jej przemyśleń i charakteru. Postaci drugoplanowe za to spisują się całkiem nieźle, choć czasami ich postępowanie i podjęte decyzje przeczą wszelkiej logice.

Chyba jestem za bardzo zły na tę pozycję. Może dlatego, że oczekiwałem po autorce czegoś o wiele lepszego? Poza całą stertą wad, Gildia magów ma też kilka zalet. Mroczne tajemnice Mistrza Gildii były jedną z rzeczy, które trzymały mnie przy lekturze. Książka ma swoje momenty, które wywoływały we mnie podniecenie i autentyczne obawy o losy niektórych postaci. Historia jest mocno sztampowa i łatwa do przewidzenia, ale czuję, że kryje się za nią o wiele więcej, niż autorka pokazuje w pierwszej części i jeszcze zdążę się czymś zaskoczyć.

Język, którego używa autorka, jest bardzo prosty i przystępny. Czytając tę pozycję, czułem się, jakbym pływał po niewzburzonej niczym tafli wody. Dla porównania – zapoznając się po raz pierwszy z Tolkienem byłem fizycznie zmęczony mnogością opisów i odwołań. Trudi Canavan nie ceregieli się z czytelnikiem szczegółowymi opisami i długimi wywodami bohaterów. Fabuła jest prosta i niewymagająca szczególnej uwagi. Brakuje rozbudowanej polityki między Kyralią a innymi państwami – mowa tylko o kilku traktatach pokojowych.

Autorka przykłada dużą wagę do ukazania socjologicznej warstwy Imardinu. Bohaterowie często zwracają uwagę na niesprawiedliwie podzielone społeczeństwo, odrębność poszczególnych klas majątkowych czy to w jaki sposób traktuje się ubogich i żebraków.

Gildia magów to lekkie fantasy idealne na sobotni rausz – samemu lub ze znajomymi. Wychylcie kielona za każde „toteż”, nielogiczną decyzję bohaterów lub ucieczkę Sonei. Od 300 strony przenieście się w domowe zacisze, bo w tym momencie zaczyna się naprawdę niezła opowieść! Gdy skończycie, najlepiej od razu przejdźcie do kolejnej części (jest podobno o niebo lepsza), bo pierwsza kończy się paskudnym cliffhangerem.

Źródło obrazka wyróżniającego: Link

2 thoughts on “Gildia magów – Trudi Canavan [Recenzja]

Add yours

  1. Swego czasu przeczytałam wszystkie książki Canavan – jakoś na przełomie podstawówki i gimnazjum. Teraz widzę, że to nie jest literatura najwyższych lotów, ale i tak mam do stworzonego przez nią świata ogromny sentyment. Może nie wszystkie rozwiązania fabularne w „Gildii magów” są, powiedzmy, bardzo oryginalne, ale jednego Canavan nie można odmówić – stworzyła fajny, spójny świat o jasnych zasadach, a to już dużo.

    1. Mam bardzo podobnie z serią o Harrym Potterze. Przeczytałem wszystkie części w pierwszych klasach podstawówki i mogłem je powtarzać raz za razem. Jednak zarówno w „Harrym Potterze”, jak i w „Gildii magów” może i jakieś zasady zostały nakreślone, jednak nie są one do końca klarowne i logiczne. Chodzi mi konkretnie o system magii oraz zasady narzucone magom, które są nielogiczne. Myślę jednak, że Trudi Canavan, podobnie jak Rowling, w trakcie tworzenia kolejnych książek rozwinęła swój warsztat pisarski. Może nie jestem jeszcze za stary na zakochanie się w kolejnej serii fantasy równie mocno jak w Potterze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proudly powered by WordPress | Theme: Baskerville 2 by Anders Noren.

Up ↑

%d bloggers like this: