Podsumowanie czerwca

Czerwiec był jednym z najbardziej produktywnych miesięcy. Nie dość, że rok szkolny w końcu się skończył, to przeczytałem i napisałem więcej niż choćby w maju. Ogarnęła mnie ostatnio sherlockomania – zacząłem od nowa (ale w zmienionej kolejności, jak to ja 😛) czytać jego przygody, obejrzałem dwa pełnometrażowe filmy z Robertem Downey Juniorem w roli Holmesa oraz cztery sezony serialu – Sherlocka. Ponownie zachwyciłem się prozą Doyla i licznymi mniej lub bardziej współczesnymi ekranizacjami jego dzieł.

Przeczytane:

  • A. C. Doyle, Znak czterech
  • B. Albertalli, Simon oraz inni homo sapiens
  • B. Sanderson, Słowa światłości
  • A. C. Doyle, Dolina strachu
  • J. Ćwiek, Kłamca
  • B. Mull, Baśniobór

Wielki pościg, tajemne intrygi, historia pełna zdrad i chciwości. Znak czterech to pięknie napisana powieść kryminalna. Doyla mimo upływu tylu lat wciąż czyta się bardzo dobrze. Opowieść zachwyciła mnie swoją zwięzłością, skomplikowaną intrygą i oczywiście postaciami doktora Watsona i Sherlocka Holmesa. Absolutny klasyk powieści detektywistycznej.

Simon oraz inni homo sapiens to książka, która przywróciła mi wiarę w młodzieżówki. Niebanalny romans, świetnie napisani bohaterowie, celne opisy oraz ukryty przekaz sprawią, że pokochacie tę książkę. A gdy już przeczytacie Simona, koniecznie sięgnijcie po jego ekranizację pod tytułem Twój Simon, która w nieco inny sposób ukazuje tę historię. Nie zawiedziecie się! Moją recenzję książki możecie przeczytać tutaj.

Słowa światłości okazały się być o wiele lepszą książką niż jej poprzedniczka. Podczas lektury napotykałem sporo dłużyzn, jednak do dalszego czytania zachęcały mnie epicka fabuła i zagrożenie czające się gdzieś daleko. Zresztą, mam nieodparte wrażenie, że jest ono domeną wszystkich dobrych powieści fantasy – w końcu nic nie zmusza do dalszego czytania bardziej niż świadomość, że na bohaterów czeka zagłada, jeśli nie czegoś nie zrobią. Właśnie to coś – czynności zapobiegające rychłej eksterminacji książkowych postaci, są tym na co zawsze czekam najbardziej. Sanderson sprytnie zwodzi czytelnika aż do samego końca lektury, gdzie znajduje się zwykle moment przełomowy. Jest on jednak niczym więcej niż cliffhangerem zmuszającym do sięgnięcia po kolejną część. Ja z najwyższą przyjemnością wpadam w tę pułapkę i zaczynam czytać Dawcę przysięgi. Recenzję Słów światłości możecie przeczytać tutaj.

Dolina strachu dzieli się na dwie części. Pierwsza to standardowa powieść detektywistyczna. Ginie pewien bogaty i szacowny człowiek, który od dawna oczekiwał śmierci. Śledztwo prowadzi Sherlocka do działań Agencji Pinkertona w Dolinie Strachu – miejscu słynącym z szeroko zakrojonych działań przestępczych: licznych morderstw oraz korupcji. To właśnie w tym miejscu dzieje się akcja drugiej części powieści. Główny bohater, fałszerz ścigany listem gończym trafia do niej w poszukiwaniu miejsca, w którym mógłby dalej prowadzić swój przestępczy proceder. Skrywa w sobie tajemnicę, która odbije się echem na życiu całej doliny. Druga część ma charakter westernowy i choć nie przepadam za tym gatunkiem, rozwiązanie wątku głównego bohatera spodobało mi się.

Kłamca pióra naszego rodzimego opolanina nie przypadł mi do gustu. Owszem, znalazły się tam motywy religijne i mitologiczne, które niezwykle cenię w książkach o tematyce fantastycznej, jednak zostały one użyte w nieprawidłowy sposób. Ale po kolei. Głównym bohaterem jest Loki, którego możecie kojarzyć z mitologii nordyckiej lub filmów Marvela. Gdy jego rodzima Walhalla zostaje zniszczona przez zastępy anielskie, podejmuje się on pracy dla agresora. Książka dzieli się na wiele rozdziałów, dziejących się w miejscach rozsianych po całym świecie. Poza postacią Lokiego królują papierowe postacie i żenujące dialogi. Autor używa postaci z mitologii i Biblii, jednak nie wykorzystuje w pełni ich potencjału, przez co dostajemy znane nam postacie, których równie dobrze mogłoby tam nie być.

Odbiłem się od Baśnioboru jak groch od ściany. Z jednej strony autor stworzył wciągający świat i zamieszkujące go postacie, jednak główni bohaterowie byli często irytujący. Jestem jednak świadomy tego, że Baśniobór jest przeznaczony głównie dla młodszego czytelnika. Myślę, że bardziej spodobałaby mi się ta książka, gdybym sięgnął po nią kilka lat wcześniej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proudly powered by WordPress | Theme: Baskerville 2 by Anders Noren.

Up ↑

%d bloggers like this: