Philip K. Dick – Cudowna broń [Recenzja]

Żądny dalszych filozoficznych rozważań osadzonych w świecie science-fiction, postanowiłem sięgnąć po Cudowną broń. Drugie spotkanie z twórczością Philipa K. Dicka okazało się pouczające, choć nieco nudne.

Michał Cetnarowski w obszernym wstępie zatytułowanym Wyznania bardzo szczerego łgarza jeszcze bardziej przybliża nam osobę Philipa K. Dicka. Nie ma wątpliwości, że ów wielkim pisarzem był, jednak co najbardziej wpłynęło na jego twórczość? Okazuje się, że na dorobku pisarskim Dicka duży ślad zostawiły problemy osobiste – związane z nieudanymi związkami i nadużywaniem alkoholu czy narkotyków. Cetnarowski opisuje pisarza jako nietuzinkową postać, która miała duży wpływ na gatunek, w którym tworzyła i niejako wyprzedziła swoje czasy. Niezmiernie ciekawym jest fakt, że dla Dicka pisanie było swoistą terapią, sposobem na poradzenie sobie z rzeczywistością. Cudowna broń powstała w ciągu kilkunastodniowego maratonu pisarskiego.

Fabuła przenosi nas do ogarniętej zimną wojną Ziemi 2004 roku. Dwa bloki – Oko-Wschód i Za-Blok rywalizują ze sobą w wymyślaniu coraz to nowocześniejszej broni. Ich głównymi inżynierami są Lars Powderdry i Lila Topczewa – uzdolnieni telepaci używający swoich zdolności do projektowania nowego rynsztunku bojowego. Z powodu opracowanej i podpisanej kilka lat wcześniej przez obie strony umowy, wszelkie uzbrojenie tworzone przez oba bloki ma być pozbawiane śmiercionośnych właściwości i przekształcane na niegroźne gadżety. Nad Ziemią pojawia się satelita obcego pochodzenia. W obliczu nieznanego zagrożenia Oko-Wschód i Za-Blok postanawiają połączyć siły i stworzyć tytułową cudowną broń, mogącą uchronić ich przed niebezpieczeństwem ze strony nieznanego wroga.

Przemysł zbrojeniowy zostaje zamieniony w show o charakterze wyłącznie rozrywkowym. Wszelka broń zaprojektowana przez Larsa jest zamieniana w zabawkę przez zespół ekspertów. Projektanci stają się rozpoznawalnymi na całym świecie osobami, ich pracę obserwuje mnóstwo kamer – wszystko ku uciesze gawiedzi. Dickowi należą się gorące oklaski za przewidzenie roli designerów i trendsetterów we współczesnym świecie. W Cudownej broni elementy tragiczne mieszają się z komicznymi, tworząc jedyną w swoim rodzaju groteskę. Wszystko to zostało oblane dużą dawką absurdu.

Podobnie jak w Inwazji z Ganimedesa, w Cudownej broni wchodzenie w interakcje z innym światem jest dosyć ważnym motywem. Sfera duchowa pozwala dwóm projektantom wymyślać nowe rodzaje broni, a w ostateczności jest ona także kluczem do pokonania nieznanego niebezpieczeństwa przybywającego z kosmosu. Książkę można podzielić na dwie części. Mniej więcej do połowy powieści akcja skupia się na pracy Larsa, jego codziennym życiu i związku z sekretarką Mare. Część obyczajową autor poświęcił na zapoznanie nas z myślami kłębiącymi się w głowie protagonisty – a są one całkiem interesujące.

Podobnie jak w Inwazji z Ganimedesa, Dick nie przyłożył zbyt wielkiej wagi do szczegółowości kreowanych przezeń postaci. Najlepiej napisaną z nich jest zdecydowanie sam protagonista – Lars to niezwykle interesująca osoba, nie tylko ze względu na pracę jaką wykonuje, ale także z powodu jego licznych rozważań. Podchodzi on do swojego zajęcia z dużą dawką szyderczego humoru. Jest świadom tego, że jego praca nie ma najmniejszego sensu – projekty narzędzi zagłady wychodzących spod jego ołówka natychmiast są przerabiane na niegroźne gadżety. Często rozmyśla o tym, jaki wpływ ma na ludzkość będąc projektantem mody broniowej.

Druga część powieści skupia się na jak najszybszym wynalezieniu broni, która uchroniłaby Ziemię przed obcymi. Wciąż są w niej obecne filozoficzne rozważania, jednak jest ich o wiele mniej. Akcja przyspiesza, wątki powoli podążają ku końcowi, a czytelnik zastanawia się, co, na Teutatesa, się tutaj dzieje? W połowie powieści bowiem następuje seria absurdalnych zdarzeń, która wywraca zupełnie sposób patrzenia na poczynania bohaterów i ich samych.

W Cudownej broni nie brakuje wspaniałego, specyficznego humoru. Sam koncept dwóch państw rywalizujących w tworzeniu coraz to nowocześniejszych broni, po czym zamieniających je w niegroźne przedmioty jest zabawny. Często występują pełne uszczypliwego humoru wtrącenia w narracji i opisach. Komiczne są nazwy broni i organizacji, np. Bojownicy o Konstytucjonalną Wolność Odebraną Obywatelom Przez Obecne Rządy Wąskiej Elity Gotowi Użyć Broni, Jeśli To Konieczne. Dominuje więc komizm słowny.

Bardzo spodobała mi się ilustracja autorstwa Wojciecha Siudmaka na okładce. Według mnie postać na okładce to jeden z projektantów mody broniowej. Krępuje go kaftan bezpieczeństwa, który symbolizuje oczekiwania społeczeństwa i pracodawców wobec jego projektów. Oczy ma zasłonięte, ponieważ przebywa w tym momencie w innym świecie, skąd czerpie pomysły na nowe wynalazki.  Wyrastające z jego głowy gałęzie zaczerwienione na końcu oznaczają jego zdolności do przenoszenia się umysłem do innego świata.

Podobnie jak w Inwazji z Ganimedesa, na końcu czyha na ów niespodziewany ostatni rozdział. Po zamknięciu wszystkich wątków, mamy jeszcze jedną kwestię do przemyślenia. Te kilka stron odziera fabułę z aury nierealności i przypomina, świat przedstawiony nie jest aż tak odległy od naszego.

Cudowna broń to nierówna, pełna rozważań filozoficznych książka. Fani Philipa K. Dicka nie będą zawiedzeni, jednak nie jest to pozycja, od której warto rozpocząć przygodę z twórczością tego autora. Zbyt dużo tutaj rozwleczonej akcji i trudnych do zinterpretowania wydarzeń.

5 thoughts on “Philip K. Dick – Cudowna broń [Recenzja]

Add yours

  1. Dicka przeczytałem tylko „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach”, mam w planach inne jego książki, ale jakoś nie mogę się zebrać. Brak czasu, pieniędzy i miejsca w biblioteczce. Dick był dziwnym gościem, podobnie jak koncepty, które wpychał w swoje dzieła. Wiesz, że napisał donos na Stanisława Lema do FBI?

    Pozdrawiam!

    1. Dick był niezwykle intrygującą postacią. Słyszałem o historii z FBI. Podobno uznał, że Stanisław Lem jest jednym wielkim spiskiem komunistycznych pisarzy. U Dicka podejrzewało się schizofrenię i nadużycie narkotyków. Często reagował paranoicznie na zwykłe zdarzenia i wrzucał donosy na Lema do śmieci – był przekonany, że FBI go infiltruje i na pewno przeszuka odpadki. Trzeba wziąć poprawkę na trudne życie tego pisarza. Pomimo wielu dziwnych zachowań i urojeń napisał genialne książki.

      Pozdrawiam serdecznie 😀

  2. Tak, to prawda, w swoim szaleństwie z pewnością był na swój sposób genialny. Ilustracje Wojciecha Siudmaka na okładkach bardzo dobrze oddają nawiedzony klimat większości dzieł Dicka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proudly powered by WordPress | Theme: Baskerville 2 by Anders Noren.

Up ↑

%d bloggers like this: