Neal Stephenson – Epoka diamentu [Recenzja]

Science fiction niejedno ma imię. W kreowanych przez siebie wizjach przyszłości twórcy tego gatunku ukazywali unowocześnione sprzęty ze współczesnej im epoki, a także zupełnie nowe wynalazki. Neal Stephenson w Epoce diamentu łączy te koncepcje, tworząc mieszankę hard science fiction z fantastyką socjologiczną i elementami cyberpunku. Wplata także do historii motywy neowiktoriańskie, takie jak nawiązania do obyczajowości XIX wieku, co czyni opowieść jeszcze bardziej różnorodną.

John Percival Hackworth – wysoko postawiony inżynier Neowiktorian – otrzymuje zadanie skonstruowania Ilustrowanego Elementarza Młodej Damy – interaktywnej książki mającej bawić i uczyć małe dziewczynki. W tajemnicy postanawia wynieść jeden egzemplarz dla swojej córki. Na skutek serii niefortunnych zdarzeń kopia Elementarza trafia do dziewczynki z dzielnicy slumsów na Terytoriach Dzierżawionych – Nell. Od tej chwili Hackworth wplątuje się w sieć intryg prowadzących go w głąb miejscowego półświatka, którym rządzi niepodzielnie Doktor X. Nell zaś, dzięki pomocy Elementarza, znosi coraz bardziej agresywnych partnerów jej matki, a nawet otrzymuje szansę na wyrwanie się ze slumsów.

Narracja prowadzona jest dwutorowo – obserwujemy poczynania uzdolnionego inżyniera Johna Hackwortha oraz pochodzącej z dzielnicy biedoty Nell. Jednak przez pierwsze kilkanaście stron nie mamy do czynienia z głównymi bohaterami. Autor za pomocą postaci drobnego rzezimieszka Buda zaznajamia czytelnika ze stworzonym przez siebie światem i rządzącymi nim regułami. Na skutek rozwoju technologii i przemian zachodzących w społeczeństwie zlikwidowano państwa narodowe, a ludzkość podzieliła się na kilka grup społecznych – tradycjonalistów Neowiktorian, biedotę z Nowego Zhoushanu czy Nippończyków. Ponadto niektóre rejony (na przykład Chiny) rozpadły się na mniejsze terytoria zajmowane przez liczne ugrupowania etniczne i wyznaniowe. Akcja książki w większej części rozgrywa się w potężnych aglomeracjach, które są ośrodkami rozwijającej się technologii.

Neal Stephenson poświęcił dużo miejsca na opisanie wpływu nowoczesnych urządzeń na ludzkość. Rozwój nanotechnologii sprawił, że do użytku weszły tzw. roztocza, czyli mikroskopijne roboty spełniające różne funkcje. Niektóre z nich były używane do inwigilacji i przenoszenia informacji, czego konsekwencją stało się otoczenie każdego większego ośrodka miejskiego kordonem urządzeń służących do obrony przed atakami miniszpiegów. Kolejnym wynalazkiem były czaszkolety, czyli montowane bezpośrednio w ciele systemy obronne, które w razie potrzeby mogły wystrzelić we wroga ostrą amunicję czy pociski usypiające (istniało oczywiście o wiele więcej opcji). Znajdujące się w każdym domu i w przestrzeni publicznej kompilatory materii sprawiły, że każdy mógł stworzyć za darmo określone przedmioty. Nie spowodowało to jednak, że zniknął problem ubóstwa. Opisywanie wpływu zaawansowanej technologii na człowieka i społeczeństwo to elementy pochodzące z cyberpunku, który jednak nie jest jedynym nurtem science fiction, z którego czerpie autor.

Poprzez stworzenie odrębnych grup społecznych, ich bogatej charakterystyki, a także ukazanie animozji między ich poszczególnymi członkami Neal Stephenson nawiązał do fantastyki socjologicznej. Przykładowo, Neowiktorianie są raczej konserwatystami, którzy krzywo patrzą na rozwijającą się technologię, co jest powodem do wyśmiewania ich przez pozostałe grupy społeczne. Istnieją także separatyści (chociażby Bokserzy), walczący o utworzenie własnego państwa – stosują w tym celu zamachy terrorystyczne i otwarte bunty wobec władz. Autor wielokrotnie zapoznawał czytelnika ze szczegółami technicznymi opisywanych przez siebie wynalazków, co spowodowało, że Epoka diamentu może być klasyfikowana również jako hard science fiction.

Zbyt wielkie niekiedy zagęszczenie gatunków i konceptów wykorzystanych przez Stephensona dezorientuje czytelnika. Tworzy to fabularny chaos, który sprawia, że książkę trzeba czytać bardzo uważnie. Nagrodą dla spostrzegawczych będzie wyłapanie wielu kontekstów (także historycznych) i połapanie się w fabule. Tylko czy to ostatnie nie powinno być bardziej oczywiste nawet bez czytania po kilka razy niektórych rozdziałów w celu zrozumienia, co autor miał na myśli? Z jednej strony w science fiction wpisany jest pewien, wyższy niż w innych gatunkach, próg wejścia. Jednak nie widzę sensu w komplikowaniu fabuły przez przelewanie na papier wszystkich pomysłów, które wpadną do głowy, skoro można skupić się na kilku i dobrze je rozwinąć.

To właśnie zbyt duże nagromadzenie rozmaitych dygresji fabularnych jest jedną ze słabszych stron powieści. Autor niekiedy za bardzo skupia się na opisywaniu nowych miejsc, do jakich trafiają bohaterowie – skrupulatnie przedstawia filozofię, zagadnienia teologiczne, społeczne i kulturalne, co sprawia, że do książki trzeba podejść z dużą dawką cierpliwości i dystansu. Lwią część historii zajmują perypetie Nell w wyimaginowanym świecie, jaki tworzy dla niej Elementarz. Baśniowe przygody, które spotykają dziewczynkę, kłócą się z ciężkim i ponurym klimatem reszty opowieści. Z postacią Nell wiążą się też pewne nielogiczności – bohaterka podczas jednej z przygód w świecie Elementarza uczy się w teorii rozmaitych technik walk, które potem bez problemów wykorzystuje w realnym życiu, co jest nieco nieprawdopodobne, nawet patrząc przez pryzmat gatunku, w jakim pisze Stephenson. Autor stosuje specyficzny sposób zapisu rozdziałów – zamiast numerów opisuje krótko, co wydarzy się w danym fragmencie. Problem w tym, że tworzą się przez to niepotrzebne spoilery – można na przykład przedwcześnie dowiedzieć się o czyjejś śmierci bądź istotnym zwrocie akcji, co zmniejsza przyjemność z czytania.

Epoka diamentu to trudna w odbiorze książka, która zalewa czytelnika falą filozofii, nowoczesnej technologii i teorii teologicznych, dzięki czemu wiele osób znajdzie w niej jakiś punkt odniesienia Natrafiłem na mnóstwo odniesień do historii – szczególnie do konfliktów kolonialnych w XIX wieku. Muszę przyznać, że bardzo mi się to spodobało – autorzy science fiction, z którymi miałem dotychczas do czynienia, rzadko spoglądali w przeszłość – a jak wiadomo, historia kołem się toczy. W celu wyłapania odniesień polecam więc zapoznać się z powstaniem bokserów i wojnami opiumowymi. Aby połapać się w fabule, potrzeba dużo uwagi, więc nie jest to pozycja, do której można podejść jak do zwykłego czytadła. Epoka diamentu oczekuje od czytelnika dużo, jednak nie daje w zamian zbyt wiele.

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu fantasta.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proudly powered by WordPress | Theme: Baskerville 2 by Anders Noren.

Up ↑

%d bloggers like this: