Harda Horda [Recenzja]

Pisarze z różnych rejonów świata od bardzo dawna zrzeszają się w grupach literackich. Mają one na celu kreowanie nowych nurtów artystycznych wzajemne wspieranie się w twórczym procesie czy choćby dyskusję na temat literatury i własnych tekstów. W marcu 2017 roku powstała Harda Horda, nieformalne stowarzyszenie autorek fantastyki (choć nie tylko). Jego członkinie brały udział w kilku panelach dyskusyjnych i spotkaniach oraz opublikowały serię felietonów. Pierwsza wspólnie napisana przez nie książka to antologia opowiadań fantastycznych Harda Horda, która ukazała się nakładem wydawnictwa Sine Qua Non.

Tematem przewodnim zbioru miało być przekraczanie granic. Pisarki nawiązywały do niego dosyć luźno i nie był on wyraźnie zauważalny na tle innych. Zdecydowały się pisać na rozmaite tematy – często przewijające się motywy to skomplikowane relacje rodzinne (Bezduch, Po drugie), ludzkość dotknięta kataklizmem (Ognisty warkocz, Dróżniczka) czy szeroko pojęty świat natury (Zielona zemsta, Jawor). Opowiadania cechuje silny pierwiastek kobiecy, w większości z nich pisarki wykreowały silne bohaterki konfrontujące się z przeciwnościami losu na wszelakie sposoby. Właśnie to jest jednym w plusów antologii – wyraziste kreacje postaci, jak choćby depresyjnej introwertyczki obudzonej w środku apokalipsy zombie (Tylko nie w głowę) czy wiernej starym zasadom dróżniczki żyjącej w zaawansowanym technologicznie świecie. Towarzyszą one czytelnikowi jeszcze długo po zakończeniu lektury.

Zdecydowanie najbardziej przypadły mi do gustu trzy bardzo różniące się od siebie opowiadania. Pierwsze z nich to Tylko nie w głowę Ewy Białołęckiej. Zachwyciło mnie odmiennym w stosunku do przyjętego w kulturze masowej podejściem do apokalipsy zombie. Autorka bowiem postanowiła umieścić akcję na typowym polskim osiedlu. Główna bohaterka to skłonna do depresji i zamknięta w sobie osoba, która do sytuacji, w jakiej się znalazła, podchodzi z dużą dozą humoru – zamiast tradycyjnie odstrzelić zombiakowi głowę, woli związać mu sznurówki i oddalić się do najbliższej Biedronki celem znalezienia prowiantu. Kolejny pełen komizmu tekst – Zielona zemsta Anety Jadowskiej, cechują sympatyczna para głównych bohaterów, niezwykle satysfakcjonujące zakończenie i ciekawy system magii – przykładowo, zielone czary są związane z naturą i przyspieszają jej procesy, natomiast posługujący się nimi ludzie nie mogą w bezpośredni sposób krzywdzić innych. Następne opowiadanie – Dróżniczkę Aleksandry Janusz – doceniłem za podjęcie problemu starszych ludzi, przywiązanych do dawnego świata i niepotrafiących przywyknąć do nowoczesnych rozwiązań. Spodobał mi się także klimat, jaki stworzyła autorka, jednak zabrakło podsumowania, kropki nad „i”, która byłaby zwieńczeniem tej historii.

O ile wybranie najlepszych opowiadań nie było zbyt dużym wyzwaniem, o tyle wskazanie tych najgorszych wydaje się niemal niemożliwe. Zbiory opowiadań zwykle mają to do siebie, że poziom wchodzących w ich skład tekstów oscyluje od bardzo niskiego do wysokiego. I w tym przypadku było podobnie, choć z pewną różnicą – naprawdę złych tekstów nie było wcale, jednak te poprawne miały zdecydowaną przewagę nad bardzo dobrymi. W tym momencie należy zadać sobie pytanie, czy warto czytać całą antologię, by wyłuskać kilka świetnych, zaskakujących interesującym konceptem, kreacją świata i bohaterów opowiadań, przebijając się jednocześnie przez mur tych przeciętnych, a przez to lekko rozczarowujących. Według mnie dla trzech wymienionych wyżej opowiadań opłaca się czytać całą antologię – szczególnie dlatego, że ich wybór był subiektywny i innym czytelnikom z pewnością przypadną do gustu pozostałe. Jest to jeszcze bardziej prawdopodobne w kontekście tego, że utrzymują one stabilny, średni poziom i żadne nie jest zwyczajnie słabe – widać w nich wyrobiony warsztat pisarski autorek. Mnie jednak, mimo entuzjastycznych fragmentów recenzji i blurbów umieszczonych na okładce i wyklejkach, rozczarowały swoją przeciętnością.

Wadą niektórych tekstów było także to, że tak jak we wspomnianej wyżej Dróżniczce czy Jest nad zatoką dąb zielony, potrzebowały dopowiedzenia. Sprawiały wrażenie urwanych w połowie, jednak może właśnie takie było zamierzenie autorek. Przedstawiały one interesujące koncepty, na kanwie których opowiadały jakąś historię, po czym w pewnym momencie ją przerywały, by czytelnik sam mógł dopowiedzieć sobie ciąg dalszy. W takim przypadku Harda Horda jawi się raczej jako skarbnica motywów i interesujących pomysłów niż zbiór opowiadań, z których każde stanowi zamkniętą całość.

Samo wydanie prezentuje się okazale. Stworzone przez Joannę Wójtowicz okładka i strony tytułowe cieszą oko i w symboliczny sposób nawiązują do treści opowiadań. Szata graficzna dosyć mocno zwiększa objętość książki – w każdym opowiadaniu znajduje się zajmujący całą stronę cytat (w niektórych kilka) oraz ilustracja. Dochodzą do tego biogramy autorek na końcu ich utworów, strony tytułowe oraz dosyć mała ilość tekstu na stronę. W połączeniu z lekkim piórem pisarek sprawia to, że antologię czyta się bardzo szybko.

Harda Horda to zbiór poprawnie napisanych opowiadań z interesującymi konceptami, które aż domagają się rozwinięcia. Teksty nie kłują w oczy nielogicznościami, przedstawiają za to dylematy moralne, które skłaniają do myślenia. Dla fanów pisarek wchodzących w skład Hardej Hordy z pewnością będzie to gratka, jednak nawet czytelnik, który nie znał wcześniej ich twórczości, odnajdzie tam coś dla siebie – nawet jeśli przy okazji będzie zmuszony przebić się przez mur lekko rozczarowującego, średniego poziomu większości opowiadań.

Recenzja pierwotnie ukazała się na portalu fantasta.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proudly powered by WordPress | Theme: Baskerville 2 by Anders Noren.

Up ↑

%d bloggers like this: