Guillermo del Toro, Cornelia Funke – Labirynt fauna [Recenzja]

Książki bazujące na innych mediach – filmach lub grach – nieczęsto okazują się dobre. Na ekranie telewizora lub komputera widzimy przetworzony przez umysł reżysera i zespół filmowy/studio tworzące grę obraz, który nie wymaga od nas kreowania świata przedstawionego w wyobraźni, z czym mamy do czynienia w przypadku książek. Często literatura oparta na mediach wizualnych okazuje się być ledwie namiastką oryginału. Nie wystarczy zwyczajne zaadaptowanie scenariusza na potrzeby książki – za pomocą słownictwa, dialogów i klimatu trzeba stworzyć coś, co będzie porównywalne do pierwowzoru, a może nawet lepsze. Twórcom Labiryntu fauna ta sztuka na szczęście się udała.

Książka powstała na podstawie scenariusza filmowego produkcji o tym samym tytule, który stworzył Guillermo del Toro. Wspólnie z Cornelią Funke przeniósł on historię trzynastoletniej Ofelii z kinowego ekranu na karty powieści. Podzielona na 28 krótkich rozdziałów książka pod względem fabularnym jest identyczna co film z 2006 roku. Autorzy rozwijają jednak przedstawioną tam opowieść za pomocą 10 opowiastek stylizowanych na baśnie, które dopowiadają niektóre wątki bądź uzupełniają losy postaci. Historie te różnią się od reszty powieści innym fontem oraz poprzedzającymi je ilustracjami, które bardzo przypominają kadry z filmu.

Labirynt fauna to historia Ofelii, która przeprowadza się z ciężarną matką do obozu wojskowego frankistów. Jest 1944 rok, a wojna pustoszy ciała i umysły ludzi – nie tylko żołnierzy, ale przede wszystkim cywili. Ojczym dziewczynki, Vidal, kieruje obławą na ukrywających się w pobliskim lesie buntowników. Wkrótce Ofelia trafia do labiryntu, w którym przebywa tytułowy faun. Dziewczynka okazuje się być dla niego kimś zupełnie innym, niż mogłoby się wydawać. By wejść do podziemnego świata pełnego baśniowych postaci i skonfrontować się ze swoją przeszłością, Ofelia musi wykonać trzy zadania.

W książce zostały ukazane dwa światy – baśniowy i realny. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że miało to na celu pokazanie kontrastu między okrucieństwem wojny a beztroską fantastycznego labiryntu i zamieszkującego go fauna. Jednak nawet baśnie potrafią skrywać w sobie zło. Tak też jest w tym przypadku. Beztroska okazuje się pozorna, a fantastyczny świat – równie niebezpieczny, jak realny. Oba porządki bezustannie mieszają się ze sobą. Ofelia nazywa swojego ojczyma Wilkiem, kontaktuje się także z wróżkami i stosuje mandragorę by polepszyć stan ciężarnej matki. W świecie baśniowym zaś pojawia się nieuczciwość, chciwość i kłamstwa – rzeczy właściwe ludzkiej rzeczywistości. To pomieszanie sprawia, że czytelnik nie wie, czego się spodziewać, więc osoby niezaznajomione z filmem mogą być zaskoczone rozwiązaniem niektórych wątków.

Obserwując perypetie młodej Ofelii, można wysnuć różne koncepcje na temat jej przygód w baśniowym świecie. Mogą być one czymś, co pozwala dziewczynie oderwać się od piekła wojny. Doświadcza go choćby podczas kontaktów z ojczymem, którego metody działań wywołują przerażenie wśród cywili zamieszkujących w obozie. Perypetie dziewczynki ukazują także jej proces dojrzewania, gwałtownie zresztą przyspieszony przez obciążenie chorobą i ciążą matki oraz „opieką” bezlitosnego ojczyma. W dorastaniu bohaterki ważną rolę pełnią także rekwizyty – podczas jednego z zadań, jakie ma dla niej faun, Ofelia nie może nic zjeść. Suto zastawione stoły reprezentują zakazany owoc, czyli coś, z czym ma styczność każdy człowiek w okresie dojrzewania. Sukienka, zniszczona podczas jednej z wypraw, oznacza zaś rozczarowanie, jakim nieraz dla rodziców są wieści o tym, co robią ich dzieci.

Zegarek odziedziczony po ojcu jest kolejnym rekwizytem, który odgrywa dużą rolę, tym razem w życiu Vidala. Motywację tego bohatera czytelnik poznaje dokładnie dzięki kilku retrospekcjom ukazującym jego relację z ojcem, który również był wojskowym. To właśnie po nim ojczym Ofelii odziedziczył swoją pełną pasji chęć służenia w wojsku, żelazną dyscyplinę oraz niemal wyssaną z mlekiem matki umiejętność tłumienia moralnych sprzeciwów wobec własnego postępowania. Pozwala mu to tyranizować służbę domową, a w razie potrzeby poddawać torturom i uśmiercać osoby podejrzewane o kolaborację z wrogiem.

Ludzi sprzyjających potajemnie buntownikom jest wielu – w końcu niemal wszyscy ukrywający się w lesie partyzanci to krewni mieszkańców pobliskiego miasteczka. Spośród bohaterów przebywających w obozie wyróżniają się Mercedes oraz doktor Ferreiro. Ta pierwsza ma wśród partyzantów bliskiego krewnego, któremu pomaga tuż pod nosem kapitana Vidala. Jest także wsparciem dla Ofelii oraz silną osobą, która stając w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa, ma siłę, by walczyć w sprawie, którą uważa za słuszną. Doktor Ferreiro wykazuje cywilną odwagę i przeciwstawia się Vidalowi, podając jednemu z torturowanych przezeń więźniów śmiertelną dawkę leków. Ta dwójka stanowi dla Ofelii wzór do naśladowania, pewnego rodzaju drogowskaz, jakiego brak jej w fantastycznym świecie.

Labirynt fauna zdecydowanie nie jest książką dla dzieci. Zbyt dużo tu wojennego chaosu, nienawiści, krwawych scen tortur i strzelanin, a samej baśniowości znajdujemy stosunkowo niewiele. Momentami odczuwałem ten sam niesamowity klimat, który cechuje prozę Zafóna – było to być może zasługą pięknego, poetyckiego języka oraz osadzenia akcji powieści w dwudziestowiecznej Hiszpanii. Lektura przypominała poruszanie się po sinusoidzie – od opisów polowań, tortur i bezmiaru wojennego okrucieństwa po wzlatywanie ku magicznym miejscom, które jednak także kryły w sobie strach i rozpacz. Książka powinna przypaść do gustu fanom filmowego pierwowzoru oraz osobom lubiącym nieco mroczniejsze historie.

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu fantasta.pl

Źródło obrazka wyróżniającego: empik.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proudly powered by WordPress | Theme: Baskerville 2 by Anders Noren.

Up ↑

%d bloggers like this: