Czy niegodziwość jest ceną, którą płacimy za człowieczeństwo? The Red Strings Club [Recenzja]

Człowiek od zawsze próbował przewidzieć, co zdarzy się w dalekiej przyszłości. Całkiem niedawno ludzie wyobrażali sobie, że za kilkadziesiąt lat ludzkość będzie się poruszać podniebnymi pociągami lub będzie mieszkać na innych planetach. Część z przypuszczeń (na przykład elektroniczne czytniki książek) się sprawdziła. The Red Strings Club serwuje niezbyt oryginalną, ale godną przemyślenia koncepcję świata przyszłości. Jaka to koncepcja? Czytajcie dalej!

The Red Strings Club to przygodowa gra indie stworzona przez niezależne studio Deconstructeam. Opowiada ona historię hakera Brandeisa i barmana Donovana, którzy żyją w futurystycznym, cyberpunkowym świecie. Haker zajmuje się produkcją nielegalnych wszczepów. Barman jest właścicielem tytułowego The Red Strings Club – pubu, w którym podaje klientom drinki oddziaływujące na ich emocje. Dzięki temu może z nich wydobyć informacje, których nie zdradziliby w normalnych okolicznościach. W owych czasach ludzie masowo zaczęli instalować we własnych ciałach „ulepszacze”, które miały wyeliminować ich wady i poprawić życia. Brandeis i Donovan pragną przeszkodzić międzynarodowej korporacji Supercontinent Ltdw przeprowadzeniu akcji masowego prania mózgu. Organizacja owa ma na celu wprowadzenie do wszczepów programu, który wyeliminowałby uczucia gniewu, depresji i fobii społecznej.

Rozgrywka w dużej mierze opiera się na prowadzeniu dialogów z osobami związanymi z korporacją. By wyciągnąć z nich jak najwięcej informacji, gracz musi podać im odpowiadający danemu nastrojowi drink, a następnie zadać odpowiednie pytanie. Na grę składa się tylko kilka futurystycznych lokacji – najbardziej spodobało mi się wnętrze pubu, w którym toczy się główna część rozgrywki. Warto też zwrócić uwagę na świetnie napisane postacie, z których każda ma swoje podejście do problemu i własny system wartości. By wyciągnąć z bohaterów najważniejsze rzeczy na temat korporacji, trzeba dostosowywać taktykę rozmowy do ich charakteru.

W grze spotykamy całą plejadę różnorodnych postaci – od domorosłych buntowników po przemądrzałych naukowców.

Jedną z najważniejszych rzeczy, jakie cenię w grach jest to, że wybory podjęte na początku rozgrywki mają swoje dalekosiężne skutki i kształtują fabułę. W The Red Strings Club zasada ta oddziałuje bardzo dobrze – w trakcie rozgrywki miałem uczucie, że to ja kieruję fabułą, a nie jest ona z góry narzucona. Fortepianowa muzyka nadaje grze tajemniczego, nieco melancholijnego nastroju. Aż chce się rozważać kwestie ludzkich uczuć i ich roli w przyszłości. Urocza, pikselartowa grafika tylko dopełnia wspaniałej całości.

Wizja przyszłości przedstawiona w The Red Strings Club nie jest czarno-biała. Żadna postać nie jest jednoznacznie dobra lub jednoznacznie zła. Nawet demoniczna korporacja, z którą walczą główni bohaterowie nie jest jednorodnie nikczemna. Podczas rozgrywki pojawiają się ważne pytania: Czy wykasowanie z ludzkiego życia depresji, myśli samobójczych i smutku jest dobre? Czy smutek jest twórczy? Czy dzięki naszym negatywnym emocjom wciąż jesteśmy ludźmi? Poruszony zostały także problem homofobii, rasizmu i wyzysku w kontekście negatywnych ludzkich uczuć. Co jeśli rzeczywiście wykasowano by z nas negatywne emocje? Czy dzięki temu świat stałby się lepszy? A może zatracenie człowieczeństwa jest rozsądną ceną za wyzbycie się tych wszystkich negatywnych uczuć, które zmuszają ludzi do popełniania przestępstw?

Przed każdym wyborem podjętym w grze trzeba się dobrze zastanowić.

Donovanowi w pubie towarzyszy Akara – android z wgranymi podzespołami odpowiadającymi za odczuwanie empatii. W przerwach między kolejnymi gośćmi prowadzi w barmanem filozoficzne konwersacje, w których stara się zrozumieć, jak działają ludzkie uczucia i wybadać stosunek Donovana do całej sprawy. Rozmowy z nią są interesujące – z jednej strony czasami trzeba jej tłumaczyć najoczywistsze rzeczy, z drugiej jest ona piekielnie inteligentna. Często zadaje niewygodne pytania dotyczące egzystencji człowieka na Ziemi i jego uczuć.

Według mnie wyłączenie negatywnych uczuć niesie za sobą ogrom konsekwencji przewyższających znacznie korzyści z podjęcia takiej decyzji. Przede wszystkim odarłoby ludzi z człowieczeństwa. Smutek, rozpacz, czy agresja nie zawsze są jednoznacznie negatywne i mogą nieść ze sobą pozytywne treści. Mnóstwo dzieł sztuki, literatury, czy muzyki powstało pod wpływem gwałtownych, negatywnych uczuć. Zrezygnowanie z nich oznaczałoby dobrowolne pogodzenie się z zanikiem pewnej części kultury, jaką znamy (a także tej, która mogłaby powstać). Zniknięcie agresji i rozpaczy wiązałoby się także z całkowitym poddaniem się rządowi. Nie wybuchałyby rewolucje, zabrakłoby narodowowyzwoleńczych powstań. Korporacje miałyby jeszcze większą władzę nad światem, ponieważ nikomu nie wpadłoby do głowy pozbycie się ich. Z drugiej strony, gdyby wszystkie negatywne uczucia od tak zniknęły, nie byłoby samobójców ani chorób psychicznych. Z homofobii, rasizmu, mizogonii, hejtu nie pozostałoby nic. Twórcy gry niejednokrotnie sugerują, że nie ma jednej jasnej odpowiedzi i nad problemem przedstawionym w The Red Strings Club trzeba się poważnie zastanowić.

The Red Strings Club to urocza, nostalgiczna gra z głębokim wydźwiękiem idealna dla fanów gier indie, cyberpunku i przygodówek z mocnym, filozoficznym tąpnięciem. Nie zawiedziecie się! Zachęcam do dyskusji w komentarzach na temat przywołanych przeze mnie pytań. Co Wy myślicie o daleko posuniętej kontroli ludzkich emocji? Czy także myślicie, że niegodziwość jest ceną, którą płacimy za człowieczeństwo?

 

Źródło obrazka wyróżniającego: Link

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Proudly powered by WordPress | Theme: Baskerville 2 by Anders Noren.

Up ↑

%d bloggers like this: