Złodziejka książek – Markus Zusak [Recenzja]

Na Złodziejkę książek trafiłem przypadkowo, szukając jakieś ciekawej pozycji w bibliotece. Nie ukrywam, że to okładka przykuła moje oko. Zaintrygowała mnie ta jasnowłosa dziewczyna o zdecydowanym wyrazie i książką w rękach. Nazistowskie flagi, zabytkowe kamienice i pożar w tle utwierdziły mnie w przekonaniu, że będzie to kolejna historia traktująca o holokauście. Myliłem się, ale tylko częściowo.

Markus Zusak to syn Austriaka-malarza domowego i Niemki. Dlaczego wspominam o tak nieistotnym szczególe? Otóż jedna z ważniejszych postaci w książce jest ojcem głównej bohaterki i (nie zgadniecie!) malarzem domowym. Można więc wysunąć tezę, że autor podczas pisania książki inspirował się własnym życiem. Złodziejka książek została obsypana nagrodami i pozytywnymi recenzjami, a w Polsce ukazała się nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia w tłumaczeniu Hanny Baltyn.

Liesel Meminger nie miała łatwego życia. Dość powiedzieć, że odłączyła się od własnej matki i wraz z bratem ruszyła w podróż do swoich nowych opiekunów. Na dodatek podczas jazdy pociągiem umarł jej ukochany brat. W morzu nieszczęścia zdarzył się jednak mały, pozornie nic nieznaczący cud. Dziewczynka ukradła swoją pierwszą książkę — Podręcznik grabarza. Wkrótce trafiła do nowych opiekunów — Rosy i Hansa Hubermannów i zamieszkała w Molching, małym miasteczku niedaleko Monachium. To tam rozgrywa się większa część akcji.

Złodziejka Książek jest dla mnie strasznie trudną książką do recenzowania. I nie chodzi tutaj o konstrukcję, czy fabułę, bo są one proste jak konstrukcja cepa. Nie mam pojęcia, w jaki sposób mam właściwie o tym utworze myśleć. Czy jest to mrożąca krew w żyłach opowieść o horrorze II Wojny Światowej? Tak, ale nie do końca. Niepokojąca opowieść o dorastaniu młodego pokolenia w hitlerowskich Niemczech? Też, ale nie do końca. Kolejny traktat o tym, że magia słów potrafi czynić cuda, a miłość wszystko zwycięży? Jak najbardziej. Chociaż niezbyt. Trudno ująć w słowa to, czym dokładnie Złodziejka książek jest. Być może wynika to z mojego małego doświadczenia recenzenckiego. A może właśnie o to chodzi w tej książce.

Fragmentaryczność akcji może na pierwszy rzut oka wydawać się nieco uciążliwa, jednak z czasem można się przyzwyczaić do stylu Zusaka. Książka składa się z krótkich rozdziałów opisujących kolejne epizody z życia Liesel Meminger, które nierzadko są przerywane przez kartki z dzienników, cytaty lub rysunki. Mogłoby się wydawać, że utwór jest przeznaczony dla dzieci. W końcu główna bohaterka to dziewięciolatka i przeżywa dziecięce przygody, w książce pełno jest rysunków, a historia na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie, jakoby nie było w niej nic nieprzeznaczonego dla młodszego czytelnika. Nic bardziej mylnego! Będąca narratorem Śmierć stawia sobie filozoficzne pytania, których dziecko nie zrozumie, a także wspomina dawno nieżyjących ludzi. Autor konfrontuje czytelnika z problemami holokaustu oraz nastrojów społecznych w hitlerowskich Niemczech.

W książce Markusa Zusaka niewinne dzieciństwo jest konfrontowane z bezlitosną propagandą. Bohaterowie wiele razy poruszają kwestie wiary w rządy Hitlera. Nie ulega dyskusji, że w tamtych czasach każdy musiał być bezgranicznie oddany Führerowi, nawet jeśli był przeciwny jego rządom. Przynależność do Partii była niemal obowiązkowa, podobnie jak chodzenie na zbiórki Hitlerjugend.

Nie mogłem się oderwać od Złodziejki książek. Podczas czytania czułem dziwną mieszaninę uczuć: nadziei, radości, smutku i nostalgii. Mam nieodparte wrażenie, że tylko książki o tematyce wojennej potrafią wzbudzić we mnie te uczucia. Zresztą, podobnie czułem się podczas czytania Kamieni na szaniec A. Kamińskiego. Mogę zdecydowanie stwierdzić, że Złodziejka książek jest dobrą książką. Zakończenie było przewidywalne, ale i tak mnie wzruszyło. Przygody bohaterów były zwyczajne, podobnie jak dialogi. Podobały mi się świetnie zarysowane charaktery rodziców Liesel i jej samej. Poruszył mnie wątek Żyda, który zawitał w mieście.

Myślę, że trafiłem na Złodziejkę książek zbyt późno. Kilka lat temu ta historia poruszyłaby mnie o wiele bardziej. Nie mogę się jednak nadziwić, bo mimo że wiem, że utwór był średni, to i tak mam wrażenie, że zapamiętam go na długo. Może to magia pióra Markusa Zusaka, a może kreacja bohaterów? I ta niespodziewana mieszanka uczuć! Muszę częściej sięgać po literaturę o tematyce wojennej.

A co Wy myślicie o tej książce? Czy jej lektura także była dla Was wyjątkowa? Podzielcie się wrażeniami w komentarzach!

3 thoughts on “Złodziejka książek – Markus Zusak [Recenzja]

Add yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Proudly powered by WordPress | Theme: Baskerville 2 by Anders Noren.

Up ↑

%d bloggers like this: