Podsumowanie lipca

Lipiec obfitował z długie dni wypełnione fatalną pogodą, co miało swoje dobre i złe strony. Po pierwsze, kompletnie nie chciało mi się robić czegokolwiek produktywnego (czytaj: pisać bloga), więc pojawiły się tylko 3 wpisy. Ale spokojna Wasza rozczochrana, nadal mam rozpisanych i zaplanowanych kilka naprawdę ciekawych wpisów, które wyjdą na światło dzienne w sierpniu i wrześniu. Dobrą stroną fatalnej lipcowej aury była duża liczba przeczytanych przeze mnie książek i komiksów.

Przeczytane:

  • C. R. Zafón, Światła września
  • F. Dostojewski, Zbrodnia i kara
  • B. Sanderson, Elantris
  • P. Mills, O. Ledroit, Requiem Vampire Knight Vol 1-3
  • C. Roberson, iZombie, vol. 1-3
  • G. Morrison, D. Robertson, Happy!
  • B. Sanderson, Z mgły zrodzony
  • C. Weltz, Młody świat
  • M. L. Kossakowska, Bramy Światłości
  • S. King, Nocna zmiana

Styl Zafóna jest niepowtarzalny. Z każdą kolejną przeczytaną pozycją tego autora coraz bardziej wciągam się w kreowane przez niego światy i postacie. Książki tego hiszpańskiego pisarza w cudowny sposób sprawiają, że tęsknię za czymś, czego nigdy nie zaznałem. To właśnie ta tęsknota, połączona z sentymentalnym duchem historii opowiadanych przez Zafóna sprawiają, że tak przyjemnie czyta się jego powieści. Nie inaczej było ze Światłami września. Simone Sauvelle wraz z dziećmi przeprowadza się do Normandii, gdzie zatrudnia się jako ochmistrzyni w rezydencji właściciela fabryki zabawek. Rodzina musi odnaleźć się w nowej społeczności oraz zmierzyć się z duchami przeszłości. Poetyckie opisy przyrody i pomieszane ze sobą w odpowiednich proporcjach groza i nostalgia tworzą niepowtarzalny klimat, o którym trudno zapomnieć. Rozwiązanie historii, choć nieco sztampowe, jest przedstawione w ciekawy sposób.

Rosyjscy klasycy mają specjalne miejsce w moim sercu, więc nie zdziwiło mnie wcale, że Zbrodnia i kara spodobała mi się bardziej niż większość wcześniejszych lektur. Rodion Romanowicz, był student, postanawia zamordować starą lichwiarkę. Akcja powieści jest osadzona w Petersburgu w lipcu 1865 roku. Portret psychologiczny Rodiona Romanowicza Raskolnikowa z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej szokował. Opisy jego kolejnych poczynań i towarzyszące mu przemyślenia były niezwykle absorbujące. Tezy i problemy egzystencjalne związane ze zbrodnią, karą i miejscem jednostek wybitnych w społeczeństwie rozważane przez Dostojewskiego dostarczyły mi wielu powodów do przemyśleń. Zbrodnia i kara nie bez powodu należy do światowej klasyki literatury; to pozycja, którą można analizować na wielu poziomach. Ma nieoczywiste przesłanie, plastyczne opisy Petersburga i intrygującą symbolikę.

Elantris Brandona Sandersona to pierwsza książka tego autora, na której się zawiodłem. Mogło to wynikać z tego, że była to pierwsza napisana przez niego powieść. Elantris, miasto zamieszkiwane przez boskie istoty, zostało skażone i popadło w ruinę. Księżniczka Teodu przybywa do nowej stolicy Arelonu – Kae, by poślubić księcia Raodena. Okazuje się jednak, że dziedzic korony zmarł, a bohaterka została wdową. Choć pomysł na fabułę był interesujący, wykonanie pozostawiło wiele do życzenia. Sanderson bardzo leniwie stworzył główne postacie. Nie zrozumcie mnie źle – byli to dobrze napisani bohaterowie, jednak zostali wycięci z szablonu. Sarene to kolejna niezależna postać kobieca z traumatyczną przeszłością, którą pasjonuje nauka. Raoden to następny lojalny wobec swoich ludzi dowódca, który powstaje z popiołów, by wywalczyć lepszą przyszłość dla swojego miasta. Może byłbym zaangażowany w historię i rozwój tych postaci, gdybym nie widział identycznych ich kopii w Drodze Królów i Z mgły zrodzonym. Dodatkowo nieco męczył mnie Raoden, który był Jezusem tej powieści – serio, w każdym jego działaniu można było dostrzec analogie to biblijnego Mesjasza. Było to tak nachalne nawiązanie, że zwyczajnie nie potrafiłem kibicować tej postaci.

W lipcu przeczytałem także kilka komiksów. Requiem Vampire Knight opowiada historię żołnierza Heinricha, który został zabity podczas wojny i trafił do koszmarnej wersji zaświatów. Przeszedł tam transformację i stał się wampirem. Wielkim atutem komiksu jest bardzo szczegółowa kreska i niekonwencjonalna fabuła. W pozycji tej roi się od nawiązań do rozmaitych okultystycznych idei i satanizmu. To pełna cierpienia, opowiedziana z rozmachem historia.

Po iZombie sięgnąłem głównie z uwagi na serial, który ubóstwiam (choć jestem też świadomy jego wad). Komiks jest pod pewnymi względami zupełnie różny od opartej na jego motywach produkcji. Główna bohaterka ma na imię Gwen, jest zombie i aby zaspokoić głód mózgów, pracuje jako grabarz. W iZombie pojawia się, poza zombie, wiele innych nadnaturalnych stworzeń. Pomimo mrocznych historii przedstawionych w komiksie utrzymuje on swój lekki, niepoważny klimat. Czyta się go naprawdę szybko, jednak nie ma wiele wspólnego z serialem. Mimo to warto się z nim zapoznać z uwagi na lekki humor i główną bohaterkę, która pod względem przeżywanych przygód dorównuje serialowej Liv.

Po obejrzeniu serialu Happy! ze stajni SyFy miałem ochotę jeszcze bardziej poznać bohaterów i ich historie. Postanowiłem więc przeczytać komiks pod tym samym tytułem, którego wierną adaptacją jest serial. Emerytowany glina Nick Sax zostaje ranny podczas wykonywania pewnego zlecenia. Wkrótce spotyka niebieskiego jednorożca – wymyślonego przyjaciela porwanej przez demonicznego Mikołaja dziewczynki. Wyrusza na wyprawę ratunkową. Komiks powitał mnie piękną kreską i dziko gnającą akcją. Happy! nie daje czytelnikowi ani chwili wytchnienia. Wydarzenia następują po sobie lawinowo. Jest to w gruncie rzeczy bardzo prosta historia, jednak obcowanie z jej bohaterami i śledzenie ich poczynań daje niezwykłą satysfakcję. Serial znacząco rozwinął niektóre wątki, np. rodziny Scaramucci i relacji Nicka z Merry, ale dodał też kilka swoich – pobyt Happy’ego wśród innych wymyślonych przyjaciół i przeznaczenie porwanych dzieci. Happy! to pełna krwawych rozpraw historia o odkupieniu pełna nawiązań do Opowieści wigilijnej.

Z mgły zrodzony, pierwszy tom sagi Ostatnie Imperium Brandona Sandersona, był bardzo nierówną książką. Kelsier, tytułowy Zrodzony z mgły, werbuje gromadę wojowników, złodziei i szpiegów, by obalić Ostatniego Imperatora – nieśmiertelnego tyrana, który rządził krajem przez ostatnie tysiąc lat. By rebelia odniosła sukces, konieczny jest bunt skaa – ludzi ciemiężonych przez arystokrację od setek lat. Jedną z ich przedstawicielek jest Vin – wychowana na ulicy złodziejka z tragiczną przeszłością. Z mgły zrodzony to kolejna książka Sandersona, w której bohaterowie są zbudowani według określonego schematu. Jednak w tym przypadku nie jest to aż tak widoczne, bo niedoskonałości w budowie bohaterów przesłania przesłania ciekawy system magii i kreacja świata. Ludzie władający Allomancją potrafią spalać w swoim organizmie określone metale i ich stopy, by uzyskać potężne moce. Poznawanie przez Vin swoich mocy i rebelia pod wodzą Kelsiera to najciekawsze wątki książki. Jednak pomiędzy nimi autor umieścił niepotrzebne dłużyzny, które mało wnosiły do fabuły jedynie zakłócając odbiór głównych wątków. Jak to zwykle bywa u Sandersona, najciekawsze było pierwsze i ostatnie sto stron. Pomiędzy nimi sporo było dłużyzn, ale znalazło się też kilka ciekawych wątków – polityczne rozgrywki arystokracji, czy poznawanie przeszłości Ostatniego Imperatora.

Młody świat to młodzieżówka utrzymana w klimatach postapokaliptycznych. Świat opanowała choroba, wskutek której wyginęli wszyscy dorośli i dzieci. Jefferson – przywódca grupy nastolatków zamieszkujących nowojorski Plac Waszyngtona, wyrusza wraz z grupą sprzymierzeńców na wyprawę, która ma za zadanie zbadać przyczyny choroby i stworzyć lek na nią. Książka nie spodobała mi się pod wieloma kwestiami. Przedstawiona historia jest godna uwagi, ale dosyć szybko można przewidzieć zakończenie. Oba wątki romansowe są źle poprowadzone – między postaciami nie ma żadnej chemii. Narracja jest prowadzona dwutorowo. Z założenia ma przedstawiać perspektywę dwóch różnych bohaterów, ale w praktyce nie różni się niemal wcale. Jeśli chcecie przeczytać coś w tym klimacie, sięgnijcie po Wroga Charliego Higsona.

Bramy Światłości to interesujący miks wątków mitologicznych i biblijnych. Sereda-podróżniczka, wróciła z wyprawy ze Stref Poza Czasem – dzikich i chaotycznych terenów pełnych mitycznych stworów, gdzie poczuła obecność zaginionego Pana. Daimon, Anioł Zagłady ma poprowadzić ekspedycję badawczą mającą na celu znaleźć Boga. Książka pełna jest groteskowo przedstawionych postaci znanych z Biblii, ale także tych wymyślonych przez autorkę. Kossakowska w swojej książce zmieszała liczne kultury, wierzenia i obyczaje, jednak mimo tego udało się jej utrzymać porządek wśród dziesiątków motywów, z których korzystała. Sceny walk są niezwykle widowiskowe, a fabuła – ciekawa i nieprzewidywalna. Są jednak momenty, w których autorka przesadza z groteskowością – dzieje się to głównie w scenach rozgrywających się w piekle.

Nocna zmiana to zbiór najlepszych opowiadań Stephena Kinga. Jednak nie wszystkie straszą na ten sam sposób. W niektórych z nich mamy do czynienia z zupełnie inaczej pokazanym strachem. King konfrontuje czytelnika z lękiem, który niszczy w bohaterach jego opowiadań logiczne myślenie. Czasem jest on zbyt abstrakcyjny, a innym razem paraliżuje uniemożliwiając jakiekolwiek działanie. Wiele z opowiadań z tego zbioru zostało zekranizowanych i weszło do klasyki horroru – są to np. Cmentarna szychta, Dzieci kukurydzy i Czasami wracają.

A co ciekawego Wy przeczytaliście w lipcu? Podzielcie się swoimi czytelniczymi odkryciami w komentarzach!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proudly powered by WordPress | Theme: Baskerville 2 by Anders Noren.

Up ↑

%d bloggers like this: