Joanna Łańcucka – Stara Słaboniowa i spiekładuchy [Recenzja]

Po Starej Słaboniowej i spiekładuchach oczekiwałem historii w stylu Wiedźmina: głównego bohatera walczącego w obronie słabszych, chroniącego ciemny lud przed zjawami i upiorami. Dostałem tymczasem coś o wiele więcej: pełną chłodu i zabobonów historię o kruchości ludzkiego życia, mentalności mieszkańców wsi i przemijaniu.

Główną bohaterką tego zbioru opowiadań jest tytułowa Słaboniowa, staruszka pamiętająca czasy, gdy wśród ludzi żyły strzygi i upiory. Korzystając z dawno nabytej wiedzy, pokonuje liczne potwory nawiedzające wieś Capówkę. Kilka opowiadań bezpośrednio się ze sobą łączy, ale większość jest bardzo luźno powiązanych z resztą książki.

Słaboniowa nie jest w żadnym wypadku typowym bohaterem tego typu powieści: mężnym i odważnym bohaterem wymachującym mieczem w obronie niewinnych. To w gruncie rzeczy tylko słaba staruszka uginająca się pod ciężarem wspomnień, relikt minionych czasów zerkający krzywo na nowoczesną technologię. Mimo jej specyficznego podejścia do życia, przywiązania do starych, niekoniecznie dobrych rozwiązań i separowania się od mieszkańców wsi (co zostało wytłumaczone w opowiadaniu Pierwsza krew), da się ją polubić. Śledziłem jej poczynania z wielką ciekawością.

Kolejni mieszkańcy wsi nie są już tak interesujący jak główna bohaterka. Duża część z nich jest istotna tylko w kontekście pojedynczych opowiadań i nie odgrywa większej roli w pozostałych. Trzy opowiadania są ze sobą bezpośrednio związane i opowiadają o zmaganiach Słaboniowej z potworami prześladującymi chrześniaczkę babki – Anetę i jej rodzinę. Pozwalają nam one zapoznać się bliżej z przeszłością Słaboniowej.

Głównymi antagonistami w większości opowiadań są mitologiczne stwory niepokojące mieszkańców Capówki. Znajdziemy tam znane szerszej publiczności strzygi, kozieły, czy czarownice, ale poza nimi autorka wzięła na warsztat mniej rozpoznawalne kreatury: zmory i kauki. Dzięki klimatycznym, utrzymanym w charakterystycznym stylu ilustracji nasza wyobraźnia jest jeszcze bardziej pobudzona. Ciekawostką jest fakt, że autorką wszystkich ilustracji jest Joanna Łańcucka. Słowiańskie stwory są metaforą ludzkiego cierpienia – w opowiadaniu Krzywda ludzka reprezentują one zrujnowane marzenia córki, która została zmuszona do zamążpójścia. Innym razem stanowią tylko efekt niszczycielskich działań człowieka, jak w opowiadaniach CiemnośćWesele, w których skrzywdzeni ludzie pod postacią potworów mścili się na swoich oprawcach.

Nieodłącznym elementem książki jest wiernie przedstawiona wiejska społeczność. W dialogach i mowie pozornie zależnej ukazano gwarę mieszkańców Capówki. Na szczęście wszystkie dialogi i narracja są zrozumiałe, choć często trzeba się skoncentrować, by wyłapać sens  danej wypowiedzi. Jeśli już mowa o języku, zbrodnią jest nie wspomnieć o tym, jak bardzo jest różnorodny. W niektórych miejscach autorka zachwyca poetyckimi i niezwykle sugestywnymi opisami przyrody, by zaraz wkroczyć w dialog, gdzie aż roi się od przekleństw i kolokwializmów. Potwory zostały sportretowane dosyć szczegółowo, z uwzględnieniem ich indywidualnych cech wyglądu i zachowania. Styl jest miejscami nieco pogmatwany – autorka często stosuje długie, wielokrotnie złożone zdania. Czasami trudno wyłapać sens wypowiedzi właśnie przez jej przesadne wydłużenie.

Wiejską społeczność sportretowano w złym świetle. Autorka zwróciła uwagę na takie jej cechy jak hipokryzja, małostkowość i okrucieństwo. Mieszkańcy wsi z jednej strony głęboko wierzyli w Boga, cytowali kazania i powoływali się na kościelne autorytety, ale z drugiej postępowali wbrew regułom swojej wiary (zabijali niechciane dzieci i wierzyli w zabobony). Wśród mieszkańców panowała zawiść, niewdzięczność, a ludzie zachowywali się zgodnie z regułą „co inni powiedzą?”. Z drugiej strony nie można powiedzieć, że wszyscy byli jednoznacznie źli. Niektórzy z nich, jak doktor Palenica, czy Anetka, potrafili okazać wdzięczność i dobre serce. Wiejskie społeczeństwo stosowało się do twardych zasad życiowych wpojonych mu przez starsze pokolenia. Niektórzy jednak zasługiwali na to, co ich spotkało.

Dwa opowiadania (ZaduszkiGoście) znacząco różnią się od pozostałych. Są one bardzo refleksyjne i nie występują w nich żadne mitologiczne potwory. Poruszają ważne tematy, tj. starość, przemijanie, samotność i wybaczenie. To właśnie one są najbardziej wzruszające w całym zbiorze. Pierwsze z nich znacząco rozwija postać Słaboniowej, drugie zaś traktuje o samotności starszych ludzi i ich ponurym oczekiwaniu na śmierć w samotności. Te dwa opowiadania spodobały mi się najbardziej z całego zbioru, ponieważ pokazały, że nie trzeba wprowadzać do opowieści strasznych potworów, by poruszyć czytelnika.

Stara Słaboniowa i spiekładuchy to ciekawa propozycja nie tylko dla ludzi interesujących się słowiańską mitologią. To pełna wzruszeń i łez, ale także okrucieństwa i zawiści opowieść o kobiecie, która pomimo całego zła, jakie wyrządził jej świat, potrafi bezinteresownie pomagać innym.

2 thoughts on “Joanna Łańcucka – Stara Słaboniowa i spiekładuchy [Recenzja]

Add yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proudly powered by WordPress | Theme: Baskerville 2 by Anders Noren.

Up ↑

%d bloggers like this: