Magdalena Świerczek-Gryboś – Openminder. Koty [Recenzja]

Magdalena Świerczek-Gryboś znana jest głównie jako autorka opowiadań (Wszystkie śmierci Apolinarego, Lot motyla), choć ma na koncie także dłuższe formy (Pan Snów). Koty, pierwsza część cyklu Openminder, to książka w konwencji science fiction będąca kulturowym patchworkiem. Pomimo pewnej wtórności w kwestii użytych motywów czy budowy świata przedstawionego jest interesującym spojrzeniem na kwestie związane z ludzką naturą. Powieść została wydana nakładem wydawnictwa Sine Qua Non w serii Fantastycznie nieobliczalni.

Na skutek wynalezienia dobrozmysłu – świadomości etycznej zdolnej tłumić w człowieku mordercze zapędy oraz gwałtowne myśli i uczucia, na świecie nastąpił rozłam. Po jednej stronie konfliktu stanęły państwa zachodnie (w tym Polska), które zdecydowały się go aktywować, po drugiej zaś sprzeciwiające się im wschodnie kraje. Europę ponownie przedzieliła żelazna kurtyna, przesunięta nieco na wschód względem tej powstałej po drugiej wojnie światowej. Do Wawelszczyzny przybywa Nikodem, młody i zdolny chłopak, który ma stać się openminderem – wojownikiem umysłu zasiadającym za sterami mecha. To właśnie jego przyjazd oraz edukacja są kołami zamachowymi tej opowieści.

Znajdująca się na pograniczu dwóch wrogich sobie stronnictw Wawelszczyzna, bo to w niej rozgrywa się większa część akcji, nosi wszelkie znamiona antyutopii, podobnie zresztą jak cały blok zachodni. Niewątpliwie pierwszą rzucającą się w oczy formą ograniczenia wolności jest wspomniany wcześniej dobrozmysł, którego koncepcja wydaje się niezwykle kontrowersyjna. To przecież ingerencja rządu w umysły obywateli, co samo w sobie budzi pewien niepokój. Skoro bowiem można w człowieku wyeliminować agresję i gniew, przejęcie nad nim pełnej władzy jest na wyciągnięcie ręki – do takiej sytuacji dochodzi, gdy podczas wypadku w metrze pasażerowie są jakby pogrążeni w letargu i nie mają nad sobą kontroli. Można oczywiście powiedzieć, że dobrozmysł to sposób na zapewnienie bezpieczeństwa – pomysł wdrożenia takiego wynalazku jest dyskusyjny i z pewnością może budzić w czytelniku wiele emocji i przemyśleń. Tak też było w moim przypadku.

Fani antyutopii z pewnością znajdą tu wiele znanych im elementów – indoktrynacja prowadzona od najmłodszych lat, zalewające obywateli potoki propagandy sukcesu i odgórne przypisanie człowieka do określonego zawodu. Buntownicy traktowani są z najwyższą bezwzględnością. Jeśli któryś z nich podniesie na władzę rękę, może być pewien, że zostanie mu ona odcięta. Z oddali zaś patrzy na wszystko nowy Wielki Brat – USA. Autorka nie zdecydowała się jednak przedstawić stronnictw jako jednoznacznie złych lub dobrych. Odcieni szarości mamy tu wiele, czytelnik zaś bezustannie jest konfrontowany z moralnie wątpliwymi sytuacjami, jak na przykład wtedy, gdy uwolnieni od dobrozmysłu za sprawą narkotyku studenci dokonują straszliwych czynów. Rzadko pojawiają się proste podziały dobro/zło, ocenę pozostawiono czytelnikowi. Koty to więc powieść wymagająca od odbiorcy wyrobienia sobie zdania na pewne tematy. Bezrefleksyjne podejście będzie możliwe z uwagi na sporą liczbę scen akcji, jednak da zdecydowanie mniej przyjemności. Historia ta jest jak tort – tylko od odbiorcy zależy, jak wielki kawałek sobie ukroi.

Główny bohater to nieco kwaśna wisienka na torcie. Jak to zwykle bywa w powieściach antyutopijnych, w pewnym momencie zaczyna mieć wątpliwości i odstawać od reszty: stawia prowokujące pytania, nie używa nowoczesnych technologii, czuje się nieswojo w wielkim mieście. Jest zamknięty w sobie, ale znajduje nić porozumienia z Darią – inną studentką przygotowującą się do roli openmindera. W pewnym momencie Nikodem przestaje być łącznikiem między czytelnikiem i światem przedstawionym, bowiem staje się nieco innym człowiekiem – o wiele odważniejszym, ale także irytującym swoją lekkomyślnością i brawurą. Dalej jednak jego postać jest jednym z mocniejszych elementów książki. Mniej więcej w tym momencie pojawia się intryga oraz wątek kontaktu z obcą cywilizacją i o ile pierwsza z nich jest zasadna w kontekście realiów tego uniwersum, o tyle ten drugi wydaje się zupełnie niepotrzebny, ponieważ wprowadza zamieszanie do historii. W moim mniemaniu pierwszy tom mógłby bardzo dobrze funkcjonować jako opowieść o starciu dwóch przeciwstawnych ideologii. Wtedy zniknąłby problem chaosu fabularnego.

Zamieszanie wynika też częściowo z mnogości odniesień do dawnej i obecnej kultury, filozofii, a także historii. Scenom zarówno dobrze znanym, jak i tym mniej rozpoznawalnym szerszej publice, został nadany nowy kontekst, dzięki czemu intertekstualność nie męczy, a potrafi usatysfakcjonować odkrywaniem kolejnych nawiązań. Rzeczywiście, jak głosi napis na okładce, „każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie” – pod warunkiem, że jest on świadomym odbiorcą kultury. Pozostali mogą wciąż dobrze się bawić podczas lektury, stracą jednak przyjemność związaną z poznawaniem jednej z warstw tej powieści. Autorka zawarła w niej odniesienia do twórczości Stanisława Lema, zimnej wojny, rozmaitych starożytnych filozofii czy choćby anime Neon Genesis Evangelion, a to tylko początek listy.

Spośród wielu elementów składających się na tę książkę warto jeszcze wymienić mocno zarysowane wątki feministyczne – autorka pokazuje tu sposób traktowania kobiet w różnych religiach, a także ich pozycję w patriarchalnych systemach społecznych. W oczy rzuca się także skażony obszar zwany Lemowem. Grasują tam zmutowane gatunki zwierząt – ślepowilki, furie – oraz rosną toksyczne rośliny. Ponadto bohaterowie często ćwiczą umiejętności bojowe w symulacjach, które nieraz przybierają karykaturalne formy. Ich przygody w tym trybie to zdecydowanie mocny punkt. Są emocjonujące z uwagi na to, że odniesione wówczas rany mogą zaszkodzić mózgom studentów, którzy są mentalnie połączeni ze swoimi mechami.

Koty to książka, która obfituje w różnego rodzaju nawiązania.  Występuje tu sporo sekwencji walki, akcja często skacze szybko z miejsca na miejsce. Główny bohater od pewnego momentu staje się irytujący, a narracja chaotyczna. Nie wywiera to jednak na tyle wielkiego wpływu na całokształt, by z miejsca porzucić lekturę. Dla fanów kulturowych remiksów wszelkiego rodzaju, okraszonych rozważaniami na tematy społeczne i religijne, to lektura obowiązkowa.

Recenzja pierwotnie ukazała się na portalu fantasta.pl.

Źródło okładki: Link

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proudly powered by WordPress | Theme: Baskerville 2 by Anders Noren.

Up ↑

%d bloggers like this: